Budowanie sprawczości: Od "nie potrafię" do "zrobił_m to sam_"

Poniedziałek, godzina 16:21. FabLab pachnie trochę drewnem, a trochę ogniskiem - to zapach sklejki ciętej laserowo. Trwa Otwarta Pracownia Lasera.
Przy stole siada dziewczyna. Ma na oko trzydzieści, może trzydzieści pięć lat. Przed nią laptop, na ekranie program do projektowania. Na stole - kawałek sklejki. Dziewczyna patrzy na ekran, potem na sklejkę, potem znowu na ekran. I mówi zdanie:
“Ja tego nie potrafię.”
W FabLabie to zdanie to jak pierwszy poziom w grze - każdy przez niego przechodzi. Dzieci, dorośli, studentki, nauczyciele, programistki.
“Nie potrafię.”
To zdanie jest ważne - oznacza początek. Oznacza, że ktoś podjął decyzję o wyjściu ze swojej strefy komfortu i przyjściu do nas na zajęcia, kurs czy Otwartą Pracownię. Mimo, że o technologii, której chce się nauczyć, nie wie jeszcze nic.
—
FabLab to szczególne miejsce. Z zewnątrz wygląda trochę jak warsztat. W środku (oprócz ogromu sklejki!) stoją maszyny: drukarki 3D, frezarki CNC, plotery laserowe, maszyny do szycia. Technologia. Ale prawdziwa praca FabLabu dzieje się gdzie indziej - w głowie.
—
Dziewczyna nadal stoi przy stole. Edukatorka nie mówi jej: “Zrób tak”. Nie mówi też: “To proste”. Mówi tylko: “Spróbujmy razem.” I wtedy zaczyna się proces.
Najpierw pomysł. Dziewczyna chce zrobić etykietki do roślin w swoim ogrodzie - zaraz zrobi się ciepło, a ona ma w tym roku duże ambicje ogrodnicze. To dobry powód do pierwszego projektu.
Na początku jest rysunek. Pierwsza linia wygina się w inną stronę niż miała. Druga trochę lepsza. Trzecia ma już sens. Teraz laser. Maszyna, która wygląda trochę jak z filmu science fiction. Edukatorka pokazuje jak zamocować sklejkę. Pokrywa się zamyka, włączony właśnie odciąg zaczyna szumieć. Czerwony punkt światła przesuwa się po sklejce. Specjalne oprogramowanie przetłumaczyło rysunek na język zrozumiały dla lasera.
Minuta i trzydzieści siedem sekund - tyle zajęło ploterowi laserowemu wygrawerowanie napisu i wycięcie kształtu. Pokrywa się otwiera, w powietrzu roznosi się zapach przypalonego drewna.
Dziewczyna wyjmuje wyciętą etykietkę. Mały zachwyt - coś, co przed chwilą było tylko pomysłem i kształtem narysowanym w programie, teraz trzyma w dłoniach. W jednym miejscu zostawiła za mało materiału, więc jej pierwszy projekt łamie się przy próbie wbicia w ziemię. Ale w międzyczasie dzieje się rzecz najważniejsza - dziewczyna się uśmiecha. Już wie, jak sama może to poprawić. I ma pomysł, co zaprojektuje jako następne.
—

To jest moment, dla którego istnieją FabLaby. Nie maszyny, nie drukarki 3D, nawet nie projekty. Ten moment. Chwila, w której w głowie człowieka zmienia się jedno zdanie.
“Nie potrafię” w “Zrobił_m to sam_a”.
Psychologowie mają na to poważne słowo: sprawczość. Poczucie, że masz wpływ na świat. Że możesz coś zmienić - wymyślić, naprawić, przerobić dokładnie pod swoje potrzeby. Że rzeczy nie tylko się kupuje. Rzeczy można też zrobić.
W świecie, w którym wszystko przychodzi do nas zapakowane w karton owinięty taśmą, to odkrycie jest prawie rewolucyjne. Bo FabLab mówi coś bardzo prostego: świat nie jest “gotowy” - świat jest do zrobienia.
Dzieci odkrywają to najszybciej - dla nich wszystko jest eksperymentem.
Ale najpiękniejsze momenty zdarzają się u dorosłych.
Programista, który pierwszy raz obsługuje drukarkę 3D. Nauczycielka, która projektuje własną pomoc dydaktyczną. Student, który swój pomysł na stołek może przetestować na miniaturowym prototypie. Albo emerytka, która przychodzi sama odnowić sobie starą ramkę. Każda osoba zaczyna od tego samego zdania: “Nie potrafię”.
I każdy przechodzi tę samą drogę. Pomysł. Błąd. Poprawka. Jeszcze jeden błąd.
Aż w końcu powstaje przedmiot. Mały. Zazwyczaj niedoskonały, ale zrobiony własnymi rękami. I wtedy dzieje się coś ciekawego - człowiek przestaje patrzeć na świat jak na sklep. Zaczyna patrzeć jak na warsztat. Bo może za pierwszym razem zrobisz etykietki do roślin, ale następnym projektem będzie lampa. Albo robot. Albo prototyp własnego wynalazku - rozwiązanie problemu, którego nikt jeszcze nie rozwiązał.
Technologia w FabLabie nie jest więc celem. Jest narzędziem, tak jak młotek czy ołówek. Narzędziem, dzięki któremu możesz więcej.
Dziewczyna z poniedziałku już wyszła. Zabrała etykietki. Włożyła je do plecaka, między notatnik a laptopa. Za dwa tygodnie przyjdzie pewnie na Otwartą Pracownię Stolarską. Bo ma już nowy pomysł.
I już nie mówi: “Nie potrafię”. Mówi: “Zobaczmy, czy się da”.
I to jest zdanie, od którego zaczyna się prawie każda zmiana świata.
—
Magdalena Piotrowska
Community Hostka FabLabu